Spoglądając na swoje odbicie w lustrze cicho zachichotałam. Nucąc pod nosem "coraz bliżej święta", zaczęłam chować zeszyt z notatkami z uczelni do torby. Zastanawiając się czy już wszystko mam, chwyciłam torbę w garść i zakładając kurtkę powiesiłam ją na ramię.
- No to sio - powiedziałam radośnie i zamykając drzwi na klucz ruszyłam w stronę pracy.
Wchodząc do budynku już w progu poczułam zapach kawy i świeżych ciasteczek. Z uśmiechem na twarzy skierowałam się w stronę lady. Witając się z Shirą poszłam na zaplecze, gdzie rozebrałam się i założyłam na ubrania czarny fartuszek z białym napisem Will. Widząc to, wywróciłam oczami. Biorąc ze sobą zeszyt z notatkami skierowałam się ponownie na salę, gdzie przy stolikach siedziało już parę osób.
- Duży ruch? - zapytałam niebieskookiej dziewczyny, która w skupieniu rozwiązywała krzyżówkę.
- W miarę - odparła trąc czoło.
- Już ci nie przeszkadzam - zaśmiałam się i dyskretnie pokazałam jej, że ma na brodzie ślad po długopisie.
- Dzięki - mruknęłam zawstydzona i zaczęła go ścierać.
- Nie ma sprawy - nadal uśmiechnięta stanęłam przy ladzie i opierając się o nią otworzyłam zeszyt i zaczęłam się uczyć.
- Dwie kawy poproszę - słysząc jakiś głos nad uchem wzdrygnęłam się i obudziłam z amoku jaki wywołała lektura o wojnach Angielskich.
- Przepraszam mógłby pan powtórzyć? - podniosłam głowę i posłałam uśmiech chłopakowi o dziwnie złotych oczach.
- Dwie kawy - powtórzył uśmiechając się lekko - I może 2 szarlotki do tego - dodał po chwili i zagapił się na Shirę, która nadal walczyła z krzyżówką.
- A podać do tego numer koleżanki? - zapytałam ze śmiechem.
- Tak poproszę - wyszeptał zamroczony.
- Dobrze - powiedziałam dusząc się ze śmiechu - Zaraz dostarczę panu zamówienie do stolika - patrząc jak mężczyzna dosiada się do czarnowłosego chłopaka, który siedział do mnie tyłem, wybuchnęłam śmiechem.
- Co ci jest? - zapytała dziewczyna nie podnosząc głowy znad kawałka papieru.
- Nie nic - powiedziałam próbując powstrzymać falę głupawki - Ale mogłabyś za mnie zanieść zamówienie do tamtego stolika?
- Czemu?
- Ponieważ coś mi w nadgarstku strzeliło - skłamałam na poczekaniu.
- A to jasne - powiedziała szybko i spojrzała we wskazanym kierunku - Do tych dwóch chłopaków?
- Tak właśnie tam - powiedziałam z miną niewiniątka i podałam jej tacę z zamówieniem. Nadal nieświadoma niczego niebieskooka skierowała się w stronę swojego amanta. Nie umiejąc już powstrzymać wybuchu śmiechu, zaczęłam cicho chichotać. Widząc zbliżającą się do mnie dziewczynę szybko złapałam za zeszyt i udawałam, że czytam bazgroły które były tam zamieszczone.
- Villemo - słysząc jej gniewny głos podniosłam lekko głowę do góry - Ja cię chyba kiedyś zabiję - powiedziała tylko i uśmiechnęła się zamroczona - On jest taki przystojny.
- O co chodzi? - zapytałam próbując zagrać niewiniątko.
- Oj już ty wiesz dobrze o co mi chodzi. Ale wybaczam ci, ponieważ zaprosił mnie na spacer po pracy - powiedziała tylko i powróciła do krzyżówki.
- Szczęścia życzę - powiedziałam i zaczęłam się szczerzyć jak głupi do sera. Czując jednak jakiś wzrok na sobie, zaczęłam rozglądać się dookoła. Widząc zakapturzoną postać przy najbardziej oddalonym stoliku uśmiechnęłam. Ta ciemna i tajemnicza postać, przypominała mi kogoś, ale nie wiedziałam kogo. Wiedziałam tylko tyle, że bardzo za nią tęskniłam i ją kochałam. Patrząc na nią, nawet nie zauważyłam jak rozpłynęła się powoli zostawiając w kawiarence delikatny zapach konwalii. Wdychając ten delikatny aromat, czułam jak moje ciało się powoli odpręża i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, poczułam się jak w domu. Jak we własnych snach.......
OCZAMI DOMINIKA
Czując delikatny zapach konwalii zacząłem rozglądać się dookoła. Nagle zauważyłem ją. Dziewczynę z moich snów. Była taka jak w marzeniach. Czując jakieś dziwne magiczne przyciąganie powoli ruszyłem w jej stronę.
- Domi gdzie idziesz? - słysząc jak przez mgłę głos Marca ruszyłem dalej, w stronę swojej bogini o cudnych różowo-fioletowych oczach - Dominik - jak za sprawą magicznej różdżki otrząsnąłem się z amoku i spojrzałem prosto w te cudne oczęta.
- W czym mogę pomóc? - słysząc jej delikatny, melodyjny głos, poczułem jak moje ciało drgnęło z tęsknotą.
- Ja... - nie umiejąc wydobyć z siebie głosu, tylko lekko się pochyliłem i musnąłem swoimi ustami jej różane wargi - Ja tylko chciałem poczuć się jak w domu - wyszeptałem - I dzięki tobie znów to było możliwe - kończąc zdanie wyszedłem z lokalu, zostawiając ją zszokowaną, przyciskającą do swoich pełnych i miękkich ust swoją dłoń.
Kocham cię Villemo.....Słysząc głęboko w sobie ten głos, uświadomiłem sobie, że to nie urojenia w głowie. To byłem ja. I to swój głos od zawsze słyszałem i to siebie widziałem w snach wraz z tą pięknością. To byłem ja........
******
- W końcu - mówiąc to podekscytowana pochyliła się nad szklaną kulą, by przyjrzeć się dwóm sercom, które z wielką tęsknotą ciągną do siebie. Zatrzymując wzrok na dziewczynie westchnęła z bólem. - Przepraszam siostrzyczko, że to takie raptowne, ale czas nagli - głaszcząc odbicie brązowowłosej dziewczyny, zatonęła we wspomnieniach. W tamte dni, kiedy po raz pierwszy musiała podjąć walkę ze złem. To przez nią wszystko się zaczęło. Przez nią i jej zły wybór. Wzdychając ze smutkiem zmazała obraz z kuli i skuliła się na zimnej posadce królewskiego lochu, w którym tkwiła od swojego wyboru.
Omg... Cudowne *-* Znasz ten stan kiedy przeczytasz coś fantastycznego i przez tą fantastyczność chodzisz jak zaczarowana. Milczysz i myślisz by napoić się tym stanem... Ja tak mam po przeczytaniu tego rozdziału. Życzę weny i czekam na ciąg dalszy x
OdpowiedzUsuńWOW *o* Nie wiem co powiedzieć !! *o* Warto było ci, aż tak bardzo nie przeszkadzać *o* Życzę znów takiej weny i czekam na nn <3333
OdpowiedzUsuń