niedziela, 23 lutego 2014

Uwaga!!

Dla jednych może to być wspaniała wiadomość dla innych może nie. No cóż mówi się trudno i idzie się dalej. A więc moi kochani postanowiłam na razie zakończyć swoją wesołą twórczość i zająć się czymś bardziej pożytecznym. Widząc, że i tak mało osób tutaj zagląda postanowiłam dać sobie czas i odpocząć od tego. Może kiedyś wrócę. Mam taką nadzieję, na chwilę obecną nic publikować nie będę, ale pisania nie zaprzestanę i będę raczej pisać dla siebie na komputerze. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i jak namyślę się do powrotu to przyjmiecie mnie z otwartymi ramionami. 
Wesoła i zawsze uśmiechnięta autorka tych durnych opowiadań
Marta znana pod pseudonimem Jewelka
"Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć."

wtorek, 28 stycznia 2014

{5}

Siedząc na łóżku po raz kolejny próbowałam ułożyć wszystkie swoje myśli w całość. Czując jednak, że czegoś ważnego brakuje, jakiegoś punktu zaczepienia bezwładnie opadłam na poduszki.
- To myślenie mnie zabije - szepnęłam zakrywając twarz poduszką.
- Myślenie nie zabija - słysząc jakiś głos przestraszona szybko siadła na łóżku i zaczęłam się rozglądać dookoła - I co się tak patrzysz jak ciele w malowane wrota - powiedział sarkastycznie głos. Po chwili dojrzałam w kącie pokoju jakiś cień. Z bijącym ze strachu sercem zaczęłam się do niego przybliżać. Kiedy stanęłam 2 kroki od niego zauważyłam, że jest to postać kobiety, która przy każdym ruchu się rozmazywała.
- Kim jesteś? - zapytałam drżącym głosem.
- Czy za każdym razem jak się spotkamy mam odpowiadać ci na to pytanie? - zapytała postać przechylając głowę w bok.
- Niee - wyszeptałam zaskoczona.
- A więc droga Shiro - zaczęłam patrząc na mnie - Mówię ci to po raz kolejny - dodała przewracając oczami - Nazywam się Saga i jestem, a raczej byłam kiedyś taka jak ty. Tak jakby byłam ja, potem ktoś tam i tak dalej i tak dalej, aż teraz jesteś ty.
- Że niby reinkarnacja?
- Właśnie - potwierdziła kiwając głową.
- To dlaczego cię widzę?
- Ponieważ jesteś jedną z czterech wybranych i twoją mocą jest widzenie i rozmowa ze zmarłymi - powiedziała kobieta, po czym zniknęła.
- Zaczekaj - krzyknęłam za nią, ale jej już nie było. Z jeszcze większym zamętem w myślach siadłam na łóżku i przykrywając twarz poduszką zaczęłam szlochać.
- Ale to jest popieprzone - szepnęłam jeszcze.
***
- Marco, Marco wstawaj wreszcie - wkurzona po raz kolejny szturchnąłem kuzyna w ramię - Jak zaraz nie wstaniesz to własnoręcznie cię wykastruje - krzyknąłem rzucając w niego poduszką.
- Wymalujesz? Nie nie potrzeba - całkowicie zaspany siadł na łóżku i przetarł zaspane oczy - A tak w ogóle to gdzie ja jestem?
- W domu, a gdzie indziej masz być? - zapytałem sarkastycznie.
- No, bo może uznasz mnie za wariata - szepnął zaczerwieniony - Ale w nocy tak jakby na chwilę przeniosłem się do Tokio.
- To był sen - powiedziałem tylko i przewracając oczami zacząłem szykować się na wyjście z domu.
- Możliwe - szepnął jeszcze drapiąc się w kark.
- Nie możliwe tylko prawdziwe.
***
- Mama? - patrząc zaskoczona na kobietę która mnie urodziła stałam w drzwiach i nie wiedziałam co robić. Czy zamknąć drzwi przed nosem czy ją wpuścić.
- No chyba nie ciotka Cecylia - powiedziała sarkastycznie i odsuwając mnie delikatnie w bok weszła do mieszkania.
- Ale co ty tu robisz? - budząc się z zaskoczenia zamknęłam drzwi i ruszyłam za nią do salonu.
- Jak to co inspekcja - powiedziała radośnie siadając na kanapie - A poza tym coś czuję, że się tutaj przydam.
- To ja herbatę zaparzę - odparłam jeszcze i umykając do kuchni, oparłam się rękami o blat i zamknęłam oczy. Dzisiaj po raz kolejny oglądałam jakąś wizję i to nie za ciekawą, ponieważ jedna z postaci ubranych na złoto ginęła od ciosu nożem.
- Boże dopomóż - szepnęłam jeszcze stawiając czajnik na gaz.
***
- Wiedźmo obudź się - słysząc głos swojego prześladowcy, zakapturzona postać uśmiechnęła się szeroko.
- Nie śpię - wysyczała siadając na łóżku - Czego chcesz? - zapytała już weselszym tonem.
- Tego co zawsze informacji - łapiąc ją za brodę zajrzał jej głęboko w oczy.
- Tu się niczego nie dowiesz - zaśmiała się - Możesz się tylko dowiedzieć tego, że cała czwórka się wybudziła - widząc szok na twarzy prześladowcy wybuchnęła śmiechem.


PRZEPRASZAM, ŻE KRÓTKO I DŁUGO CZEKALIŚCIE, ALE CHWILO CIERPIĘ NA BRAK CZASU I MAM ZERO CHĘCI DO ŻYCIA, KIEDY COŚ SIĘ ZMIENI DOWIECIE SIĘ O TYM PIERWSI. ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ NADAL, ALE NIE WIEM JESZCZE KIEDY. DO NASTĘPNEGO ;*

środa, 8 stycznia 2014

{4}

Trzymając się za nos, schyliła się nad kartkami i zaczęła rozwiązywać test. Nie umiejąc jednak za bardzo się skupić z powodu piekielnego bólu głowy, bezradnie położyła obolałą czaszkę na blacie i próbowała się skupić. Nagle jej wzrok pociemniał, a całą salę ogarnął nagły wybuch światłości. Zdezorientowała patrzyła na sceny wymalowane przed jej oczami.
- Kiedy krwawy księżyc przyjmie właściwą pozycję, powstaniemy - średniej wysokości mężczyzna w czarnej szacie zakrywającej całą jego postać, stał przed tłumem i przemawiał. Patrząc na wszystko z pogardą, dusił wybuch radości na samą myśl o zemście którą zaplanował już wieki temu. Czując jego nienawiść i otaczające go zło, powoli skuliła się w sobie. Nagle z tłumu jego wyznawców wyszła czwórka ludzi w złotych szatach. od tych niewinnych ludzi biło nieposkromione dobro i miłość. Bez strachu podeszli do złego mężczyzny. Jedna z nich wysunęła się do przodu i bez cienia strachu zsunęła czarny kaptur, który ukazał twarz tego człowieka. Twarz której się nie zapomina. Szerokie czoło, wystające kości policzkowe i te ukośne oczy. Jedno fioletowe, a drugie złoto-zielone. Jednak te oczy zapamiętała najbardziej. pełne okrucieństwa i zła.
Otwierając szeroko oczy, szybko złapała za kartkę i zaczęła szkicować. Nawet się nie zdziwiła, kiedy umazane długopisem ręce, podniosły do góry kartkę z idealnym portretem mężczyzny, którego przed chwilą ujrzała.
- A ty już napisałaś test? - słysząc pytanie z ust pani profesor uśmiechnęła się szeroko.
- Już prawię kończę - skłamała, ale to przyniosło udany efekt, ponieważ łatwowierna nauczycielka, nie patrząc nawet na pustą kartkę dziewczyny, udała się na drugi koniec auli. Chowając portret do kieszeni, szybko zaczęła rozwiązywać test. W mgnieniu oka wypełniła wszystkie kratki i w pośpiechu oddała arkusz tekstowy egzaminatorowi.
- Lista będzie wywieszona za 2 dni o 12 - poinformował ją jeszcze po czym pozwolił opuścić salę. W pośpiechu młoda kobieta wyszła z uczelni i od razu skierowała się szybko w stronę swojego mieszkania. W tym pośpiechu nawet nie zauważyła chłopaka, który stał po drugiej stronie ulicy i śledził każdy jej ruch.

OCZAMI DOMINIKA
Stojąc przed uczelnią, zastanawiałem się czy dobrze robię. Nie będąc pewny na 100%, z drżącym sercem z niepokoju wszedłem do środka i skierowałem się w sekretariatu. Wahając się powoli zapukałem do pomieszczenia i słysząc upragnione "proszę", na drżących nogach wszedłem do środka, gdzie siedziała siwowłosa kobieta koło 60.
- Dzień dobry - przywitałem się grzecznie i siadłem na wcześniej mi pokazanym krześle.
- Witaj kochaneczku, co cię do mnie sprowadza?
- Chciałbym się zapisać na studia medyczne - odpowiedziałem i poczułem, że to właśnie chcę robić w przyszłości. Pomagać innym.
- A masz wyniki testu maturalnego?
- Mam - podając jej odpowiednie dokumenty, przygryzłem nerwowo wargę.
- Yhym - kartkując je, zaczęła coś czytać - Dobrze, nie widzę przeciw wskazać, ale dla upewnienia się jeszcze dam je do przejrzenia dyrektorowi, więc przyjdź za 2 dni o 12, wtedy się dowiesz czy się dostałeś czy nie - powiedziała z uśmiechem który od razu odwzajemniłem.
- Dziękuje i do widzenia.
- Do widzenia.
Wychodząc z gabinetu poczułem wielką ulgę oraz radość. W końcu wiem co chcę w życiu robić. Nucąc pod nosem jakąś melodię, ruszyłem przed siebie. Nagle zauważyłem, że jakaś kobieta osunęła się na ziemię. Nie wahając się szybko do niej podszedłem i zacząłem badać. Raptownie otworzyła oczy i patrząc na mnie, uśmiechnęła się i zaczęła mówić.
- Krwawy księżyc już niedługo, więc radzę zająć się swoimi sprawami szybciej, bo śmierć zbliża się wielkimi krokami - patrząc w jej szare, przezroczyste oczy, poczułem lęk niepokoju, po czym odchodząc od kobiety, ruszyłem biegiem w stronę mieszkania.

- Dominik, Dominik - słysząc głosy zbliżających się do niego osób, młody mężczyzna podniósł się z klęczek i załzawionymi oczami spojrzał w stronę swoich bliskich. - Dominik powiedz proszę, że widziałeś Villemo.
- Widziałem się z nią dzisiaj - powiedział chłopak uśmiechając się gorzko.
- Ale kiedy? - patrząc w zaniepokojone zielone oczy matki dziewczyny, chłopak wytężył umysł i zaczął myśleć nad odpowiedzią.
- Nie wiem może jakąś godzinę temu, albo dwie.
- Czyli to prawda - szepnęła kobieta, a po jej okrągłym policzku spłynęła przezroczysta łza.
- Jaka prawda?
- Służba właśnie powiadomiła mnie i Kaleba, że nasza córeczka wpadła dwie godziny temu do domu i zabierając kilka rzeczy wymknęła się przez okno - patrząc jak do kobiety podchodzi wysoki i rozbudowany mężczyzna ze łzami w oczach i przytula ją na pocieszenie, poczuł jeszcze większy smak goryczy w ustach.
- Może wyszła spotkać się z biednymi jak to robiła ostatnio - powiedział chłopak.
- Nigdy nie zabierała na te spotkanie swojego konia - wyszeptała kobieta. Chłopak, do którego dopiero co dotarła cała prawda opadł bezwiednie na kolana i schował twarz w dłoniach.
- To moja wina - wyszeptał i spojrzał w czysto niebieskie niebo, gdzie nie było żadnej chmurki.

Jadąc na koniu dziewczyna próbowała wyrzucić ze swojej głowy, wszystkie raniące słowa, które wypowiedział jej ukochany. Czując jednak nieprzyjemny opór, coraz to bardziej poganiała konia, który oddalał się od rodzinnych stron zostawiając wszystko za sobą.
- Jak nie mogę być z tobą, to nie będę z nikim - wyszeptała i jeszcze bardziej pogoniła konia.
***
- Wstań - słysząc rozkazujący głos swojego oprawcy, bezsił wstała i czując zawroty głowy przytrzymała się stołu. - I gdzie ta twoja wielka potęga? - zaśmiał się mężczyzna - I ty niby byłaś kiedykolwiek dla mnie zagrożeniem? Dobre żarty - śmiejąc się opuścił więzienną cele, zostawiając jednak talerz z jedzeniem i miskę z ciepłą wodą.
- Poczekaj aż odbuduje siły - wysyczała zła - Wtedy razem z wybrańcami dopadnę cię i zniszczę raz na zawsze - ściągając z głowy kaptur pochyliła się nad misą z wodą - Jak widać moc nadal mnie znaczy - wyszeptała z uśmiechem, na widok odbicia które ukazywało przepiękną kobietę o ciemnych lokach. Jednak rysą na tym ideale, były nienaturalne zielono-żółte wręcz kocie oczy, które oznaczały dziedzictwo zła, ale i dobra sprzed wieków.
- Zabiję cię, a moja siostra mi pomoże - nie hamując dłużej radości wybuchnęła radosnym śmiechem - Moc już się w niej obudziła, a niedługo obudzi się i w reszcie....

sobota, 28 grudnia 2013

{3}

Uwaga kochani rozdział ten chciałabym zadedykować wspaniałej dziewczynie jaką jest Paulina nazywana przeze mnie Misią ;* Kocham cię Skrzacie ;* I dzięki tobie, Marzenie, Gabrysi i moim bliskim takim jak moja siostra Kasia i reszta szalonej Familii mam jeszcze siłę dalej pisać. Więc to wszystko dla was kochani ;* oraz dla was drodzy czytelnicy <3

Nieświadomie przycisnęłam dłoń do ust. Te kocie zielone oczy......Oczy ze wspomnień. Mrużąc oczy, próbowałam przypomnieć sobie skąd ja je znam. Przecież to niemożliwe......Prawda to nie jest jakaś powieść romantyczna?!.
- Przepraszam - słysząc skruszony głos spojrzałam na chłopaka, ale zamiast pięknych, rozpalonych pożądaniem zielonych paciorków zobaczyłam dwie żółte plamki - Nie mam pojęcia co w kuzyna wstąpiło.
- Nic się nie stało - wyszeptałam, przez ściśnięte gardło. Zaraz jednak się opanowałam i po odkaszlnięciu powtórzyłam do głośniej - To drobiazg - obracając to w żart wybuchnęłam śmiechem.
- Ale na pewno? 
- Na pewno i niech pan już się tym tak nie zamartwia - posyłając mu uśmiech złapałam za zeszyt - A teraz wybaczcie, ale muszę się podszkolić na jutrzejszy sprawdzian, który zdecyduje o mojej dalszej edukacji - salutując chłopakowi, niby niechcący popchnęłam w jego stronę niczego nieświadomą Shirę - I życzę udanej randki - dodałam pod nosem uśmiechając się diabolicznie.


-Villemo zaczekaj - łapiąc 15- letnią dziewczynę za rękę powoli przyciągnął jej ciało do siebie - Zrozum to nie ode mnie zależy. - mówiąc to sam słyszał jak jego głos drży od wstrzymywanych łez.
- Ale to my sami decydujemy o naszym losie - Dziewczyna nie próbowała hamować spływających po policzkach łez - Ale ty jesteś za bardzo rycerski, za bardzo taki...taki - nie umiejąc się wysłowić uderzyła go z pięści w tors - Sam wiesz jaki jesteś.
- Kochana zrozum - szepnął tuląc ją do siebie - Gdyby nie to, że jesteśmy kuzynami i gdyby nie....
- W piątym pokoleniu - przerwała mu dziewczyna tupiąc nogą - Słyszysz w PIĄTYM POKOLENIU na Miłość Boską.
- I gdyby nie to, że obydwoje zostaliśmy obdarowani - dodał niczym niewzruszony.
- Czyli jednak - wymamrotała załamana - Wolałbyś gdybym wtedy zginęła nad tą wodą, wtedy nie miałbyś na karku swojej przeklętej kuzyneczki, która cię kocha i która ma piekielne wizje przyszłości i czuje więcej niż inni.
- Vill to nie tak - zaczął się tłumaczyć, ale dziewczyna go nie słuchała. Stanąwszy na palcach po raz pierwszy musnęła jego usta swoimi po czym ja letni wietrzyk uciekła w bliżej nieokreślone tereny pokryte zieloną trawą - VILLEMO - krzyknął jeszcze za dziewczyną, która niestety już go nie słyszała - Ja też cię kocham - dodając to padł na kolana prosto w zieloną otchłań trawy....

Budząc się ze snu czułam się jakby ta scena wydarzyła się na nowo, a w głównej roli obsadzono mnie. Przecież to byłam ja......Uświadamiając sobie prawdę zerwałam się z łóżka i podbiegłam do lustra. Stając przed nim ujrzałam dokładnie to samo co we śnie. Gęste ciemnobrązowe włosy, które zależnie od kaprysu raz się kręciły, a raz były zupełnie proste. Te duże fioletowo-różowe oczy. To byłam ja....Ale ten chłopak.....Przecież to był amant z kawiarni...
- Dominik - szepcząc nieświadomie dotknęłam swoich ust - Kochanie tęsknie.
Uświadamiając sobie prawdę padłam na kolana i po raz pierwszy w życiu zaczęłam szlochać.

Oczami Dominika
Budząc się ze snu, siadłem na łóżku i zacząłem rozglądać się dookoła. Widząc obraz odwrócony do mnie tyłem, powoli wstałem z łóżka. Nie przejmując się chłodem przejmującym moje nagie członki jak w transie odwróciłem obraz i utonąłem w tych niewinnych oczach, których właścicielką jest dziewczyna przedstawiona na tym portrecie.
- Villemo - szepnąłem nieświadomie - Tęsknie za tobą - czując łzę spływającą po policzku opadłem na kolana i zacząłem łkać.

*****
- Przepraszam - wyszeptawszy te jedno słowo zaczęła szlochać nad losem tej dwójki - Ale musiałam. MUSIAŁAM !!! - krzycząc ostatnie słowo opadła na kolana i schowała twarz w dłoniach. Nawet nie drgnęła kiedy jej cela powoli się zaczęła otwierać, a jej kat wszedł do środka z uśmiechem drapieżcy.
- Nie uratujesz już ich - szepcząc jej do ucha te słowa musnął jej delikatnie w policzek - Moi synowie ich zniszczą - wychodząc wybuchnął śmiechem, który rozdarł do końca duszę więźniarki. Z zawziętością jednak podniosła załzawione oczy i patrząc na kraty szepnęła w ich stronę.
- Mylisz się Milordzie....Czystej miłości nic nie przezwycięży nawet takie bezduszne istoty jak ty i twoi potomkowie. Ja się poddałam, ale oni nadal walczą - zaciskając mocno pięści posłała swoją energię w stronę nieświadomej dziewczyny zalanej łzami.
- Walcz za nas dwie siostrzyczko - wysapała po czym z przemęczenia opadła na podłogę i zwinąwszy się w kłębek zasnęła.


piątek, 27 grudnia 2013

{2}

Spoglądając na swoje odbicie w lustrze cicho zachichotałam. Nucąc pod nosem "coraz bliżej święta", zaczęłam chować zeszyt z notatkami z uczelni do torby. Zastanawiając się czy już wszystko mam, chwyciłam torbę w garść i zakładając kurtkę powiesiłam ją na ramię.
- No to sio - powiedziałam radośnie i zamykając drzwi na klucz ruszyłam w stronę pracy.

Wchodząc do budynku już w progu poczułam zapach kawy i świeżych ciasteczek. Z uśmiechem na twarzy skierowałam się w stronę lady. Witając się z Shirą poszłam na zaplecze, gdzie rozebrałam się i założyłam na ubrania czarny fartuszek z białym napisem Will. Widząc to, wywróciłam oczami. Biorąc ze sobą zeszyt z notatkami skierowałam się ponownie na salę, gdzie przy stolikach siedziało już parę osób.
- Duży ruch? - zapytałam niebieskookiej dziewczyny, która w skupieniu rozwiązywała krzyżówkę.
- W miarę - odparła trąc czoło.
- Już ci nie przeszkadzam - zaśmiałam się i dyskretnie pokazałam jej, że ma na brodzie ślad po długopisie.
- Dzięki - mruknęłam zawstydzona i zaczęła go ścierać.
- Nie ma sprawy - nadal uśmiechnięta stanęłam przy ladzie i opierając się o nią otworzyłam zeszyt i zaczęłam się uczyć.
- Dwie kawy poproszę - słysząc jakiś głos nad uchem wzdrygnęłam się i obudziłam z amoku jaki wywołała lektura o wojnach Angielskich.
- Przepraszam mógłby pan powtórzyć? - podniosłam głowę i posłałam uśmiech chłopakowi o dziwnie złotych oczach.
- Dwie kawy - powtórzył uśmiechając się lekko - I może 2 szarlotki do tego - dodał po chwili i zagapił się na Shirę, która nadal walczyła z krzyżówką.
- A podać do tego numer koleżanki? - zapytałam ze śmiechem.
- Tak poproszę - wyszeptał zamroczony.
- Dobrze - powiedziałam dusząc się ze śmiechu - Zaraz dostarczę panu zamówienie do stolika - patrząc jak mężczyzna dosiada się do czarnowłosego chłopaka, który siedział do mnie tyłem, wybuchnęłam śmiechem.
- Co ci jest? - zapytała dziewczyna nie podnosząc głowy znad kawałka papieru.
- Nie nic - powiedziałam próbując powstrzymać falę głupawki - Ale mogłabyś za mnie zanieść zamówienie do tamtego stolika?
- Czemu?
- Ponieważ coś mi w nadgarstku strzeliło - skłamałam na poczekaniu.
- A to jasne - powiedziała szybko i spojrzała we wskazanym kierunku - Do tych dwóch chłopaków?
- Tak właśnie tam - powiedziałam z miną niewiniątka i podałam jej tacę z zamówieniem. Nadal nieświadoma niczego niebieskooka skierowała się w stronę swojego amanta. Nie umiejąc już powstrzymać wybuchu śmiechu, zaczęłam cicho chichotać. Widząc zbliżającą się do mnie dziewczynę szybko złapałam za zeszyt i udawałam, że czytam bazgroły które były tam zamieszczone.
- Villemo - słysząc jej gniewny głos podniosłam lekko głowę do góry - Ja cię chyba kiedyś zabiję - powiedziała tylko i uśmiechnęła się zamroczona - On jest taki przystojny.
- O co chodzi? - zapytałam próbując zagrać niewiniątko.
- Oj już ty wiesz dobrze o co mi chodzi. Ale wybaczam ci, ponieważ zaprosił mnie na spacer po pracy - powiedziała tylko i powróciła do krzyżówki.
- Szczęścia życzę - powiedziałam i zaczęłam się szczerzyć jak głupi do sera. Czując jednak jakiś wzrok na sobie, zaczęłam rozglądać się dookoła. Widząc zakapturzoną postać przy najbardziej oddalonym stoliku uśmiechnęłam. Ta ciemna i tajemnicza postać, przypominała mi kogoś, ale nie wiedziałam kogo. Wiedziałam tylko tyle, że bardzo za nią tęskniłam i ją kochałam. Patrząc na nią, nawet nie zauważyłam jak rozpłynęła się powoli zostawiając w kawiarence delikatny zapach konwalii. Wdychając ten delikatny aromat, czułam jak moje ciało się powoli odpręża i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu, poczułam się jak w domu. Jak we własnych snach.......
OCZAMI DOMINIKA
Czując delikatny zapach konwalii zacząłem rozglądać się dookoła. Nagle zauważyłem ją. Dziewczynę z moich snów. Była taka jak w marzeniach. Czując jakieś dziwne magiczne przyciąganie powoli ruszyłem w jej stronę.
- Domi gdzie idziesz? - słysząc jak przez mgłę głos Marca ruszyłem dalej, w stronę swojej bogini o cudnych różowo-fioletowych oczach - Dominik - jak za sprawą magicznej różdżki otrząsnąłem się z amoku i spojrzałem prosto w te cudne oczęta.
- W czym mogę pomóc? - słysząc jej delikatny, melodyjny głos, poczułem jak moje ciało drgnęło z tęsknotą.
- Ja... - nie umiejąc wydobyć z siebie głosu, tylko lekko się pochyliłem i musnąłem swoimi ustami jej różane wargi - Ja tylko chciałem poczuć się jak w domu - wyszeptałem - I dzięki tobie znów to było możliwe - kończąc zdanie wyszedłem z lokalu, zostawiając ją zszokowaną, przyciskającą do swoich pełnych i miękkich ust swoją dłoń.
Kocham cię Villemo.....Słysząc głęboko w sobie ten głos, uświadomiłem sobie, że to nie urojenia w głowie. To byłem ja. I to swój głos od zawsze słyszałem i to siebie widziałem w snach wraz z tą pięknością. To byłem ja........
******
- W końcu - mówiąc to podekscytowana pochyliła się nad szklaną kulą, by przyjrzeć się dwóm sercom, które z wielką tęsknotą ciągną do siebie. Zatrzymując wzrok na dziewczynie westchnęła z bólem. - Przepraszam siostrzyczko, że to takie raptowne, ale czas nagli - głaszcząc odbicie brązowowłosej dziewczyny, zatonęła we wspomnieniach. W tamte dni, kiedy po raz pierwszy musiała podjąć walkę ze złem. To przez nią wszystko się zaczęło. Przez nią i jej zły wybór. Wzdychając ze smutkiem zmazała obraz z kuli i skuliła się na zimnej posadce królewskiego lochu, w którym tkwiła od swojego wyboru.

wtorek, 3 grudnia 2013

{1} Czas zacząć życie na nowo.

- Mamo nie jestem już dzieckiem - powiedziałam jak najspokojniej umiałam do słuchawki telefonu.
- Może dzieckiem już nie jesteś, ale nadal się tak zachowujesz - powiedziała mama, na co ja tylko wywróciłam oczami.
- Mamo nooo - załamana jęknęła do telefonu, po czym opadłam na fotel - Dlaczego mi nie ufasz?
- Ufam ci skarbie - powiedziała czule kobieta - Ale także się martwię.
- Niby czym, to tylko pierwszy dzień w pracy.
- Po pierwsze dlatego, że to pierwszy dzień, a po drugie, że twoje zdolności wyjdą na jaw.
- Mamo nie martw się nie zdradzę nas - powiedziałam uspokajająco - Przecież nie będę latać po kawiarni i się chwalić, że mam wyjątkowe talenty, nie mam 5 lat.
- Villemo ja się po prostu o ciebie boję.
- To się nie bój - prawie krzyknęłam do słuchawki.
- Kocham cię córeczko - szepnęła w końcu mama dając za wygraną - I życzę ci powodzenia.
- Ja ciebie też kocham - szepnęłam i zamknęłam oczy - I proszę nie martw się wszystko będzie dobrze.
- Mam nadzieję - szepnęła tylko kobieta po czym się rozłączyła.
- Pa mamo - powiedziałam do telefonu i rzucając go na łóżko, schowałam głowę w dłoniach - Ty to umiesz pocieszać człowieka - podnosząc się z łóżka wypuściłam głośno powietrze z płuc i zaczęłam zbierać rzeczy do torebki.

Wchodząc do swojej nowej pracy uśmiechnęłam się szeroko. Już mi się tu podoba. Dużo osób, gwar rozmów przy kawie i zapychające się ciastkami dzieciaki. Zadowolona z perspektywy pracy tutaj weszłam do lokalu i zaczęłam rozglądać się dookoła. Nie widząc nigdzie mojego nowego szefa, którego spotkałam 3 dni temu ruszyłam w stronę lady.
- Co podać? - zapytała jakaś dziewczyna powstrzymując ziewanie.
- Właściwie to nic, od dzisiaj tu pracuje - powiedziałam próbując powstrzymać podekscytowanie.
- Will? - powiedziała z uśmiechem - szef o tobie mówił.
- Nie Will (Łill) tylko Villemo - powiedziałam wywracając oczami - Albo Vill (Will).
- Miło mi Shira i zapraszam za ladę - z szerokim uśmiechem podniosła ladę do góry tym samym umożliwiając mi wejście - Witamy w "Fairy Tail".

- I jak pierwszy dzień pracy? - zapytała Shira podchodząc do mnie, kiedy odwiązywałam fartuszek.
- Praca jak praca - powiedziałam udając obojętność - A tak na serio to miłe doświadczenie - powiedziałam z lekkim chichotem.
- Optymistka? - zapytała pokazując na moją osobę.
- Raczej pozytywnie postrzelona umysłowo - zaśmiałam się, a dziewczyna zawtórowała mi - To do jutra - pożegnawszy się z nią ruszyłam drogą powrotną do mojego mieszkania.
~*~
- DOMINIK!! DOMINIK!! DOMIIIIINNIIIIK.
- Przestaniesz się w końcu drzeć Marco - powiedziałem ze śmiechem do mojego kuzyna - Jesteśmy w pracy, a nie na dyskotece.
- Ty nazywasz to pracą? - zapytał pokazując na puste kartki papieru i połamane ołówki - Bo ja nazywam to totalną rozpierduchą.
- No może to nie jest praca idealna - powiedziałem zawstydzony - Ale zawsze coś się zarobi, żeby nie być uzależnionym od rodziców.
- Dlatego wolisz rysować portrety napalonych fanek twojego wyglądu i starych pasztetów z mopsami.
- Mar nie zaczynaj.
- Co nie zaczynaj, co nie zaczynaj - zbulwersowany chłopak podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy - Stać cię na coś lepszego.
- Na przykład na co?
- Jesteś świetnym fotografem, zostań nim, masz wygląd modela, pozuj, chodź na wybiegu jako model, pozuj. Ale nie marnuj się jako uliczny artysta.
- To nie jest takie proste - mruknąłem po czym zacząłem sprzątać swoje rzeczy - A teraz chodź do domu czas na nas - zarzucając torbę na ramię ruszyłem przed siebie.
- Oj no Dom proszę nie złość się na mnie chcę dla ciebie jak najlepiej - czułem jak Młody przytula się do moich pleców.
- Wiem, wiem - powiedziałem kręcąc głową.
~*~
- To za długo trwa - kobieta z kapturem na głowie, po raz kolejny spojrzała w szklaną kulę leżącą przed nią - Musicie w końcu się spotkać - szepnęła i przymknęła na moment oczy. Widząc mrok zbliżający się do spokojnego Dublina wzdrygnęła się - Wróg jest coraz bliżej, a tylko wasza 4 może go pokonać, a poza tym wasze dusze tęsknią za sobą - uśmiechając się na wspomnienie znajomych dusz wytarła łzy, które nieświadomie spłynęły po jej policzkach - Moja rodzina - szepnęła tylko, po czym pogłaskała twarz dziewczyny w kryształowej kuli - Kiedyś się jeszcze spotkamy - powiedziawszy to zniknęła w rozbłysku światła.


niedziela, 1 grudnia 2013

Początek historii

1991 r.
- Kochanie nie możesz tego zrobić - krzyknął na mnie mój ukochany łapiąc mnie za rękę.
- Już czas - całując go po raz ostatni w usta, puściłam jego ciepłą dłoń, po czym weszłam w ciało noworodka, które właśnie się rodziło.
- VILLEMO!!! - krzyknął zrozpaczony mężczyzna po czym upadając na kolana zalał się łzami - Kochanie wróć do mnie.
- Kocham cię Dominik - moje ostatnie słowa uniosły się echem, po czym zostałam odcięta od tamtego świata.

- Gratuluje zdrowej dziewczynki - pielęgniarka podała matce dziecko, nieświadoma nawet tego, że tuż obok niej stoi duch chłopaka, patrzący wprost na niemowlę. Z wypisanym bólem, ale także i miłością spojrzał na dziecko, które jakby go wyczuwając otworzyło szeroko swoje fioletowe oczy i się uśmiechnęło.
- Znajdę cię Villemo - szepnął chłopak i pocałował niemowlę w czoło - Kocham cię - szepnął, a samotna łza spłynęła na policzek dziecka. Czując kolejną falę łez zniknął z sali porodowej, aby znaleźć odpowiednie ciało do reinkarnacji dla siebie.