niedziela, 23 lutego 2014

Uwaga!!

Dla jednych może to być wspaniała wiadomość dla innych może nie. No cóż mówi się trudno i idzie się dalej. A więc moi kochani postanowiłam na razie zakończyć swoją wesołą twórczość i zająć się czymś bardziej pożytecznym. Widząc, że i tak mało osób tutaj zagląda postanowiłam dać sobie czas i odpocząć od tego. Może kiedyś wrócę. Mam taką nadzieję, na chwilę obecną nic publikować nie będę, ale pisania nie zaprzestanę i będę raczej pisać dla siebie na komputerze. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i jak namyślę się do powrotu to przyjmiecie mnie z otwartymi ramionami. 
Wesoła i zawsze uśmiechnięta autorka tych durnych opowiadań
Marta znana pod pseudonimem Jewelka
"Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć."

wtorek, 28 stycznia 2014

{5}

Siedząc na łóżku po raz kolejny próbowałam ułożyć wszystkie swoje myśli w całość. Czując jednak, że czegoś ważnego brakuje, jakiegoś punktu zaczepienia bezwładnie opadłam na poduszki.
- To myślenie mnie zabije - szepnęłam zakrywając twarz poduszką.
- Myślenie nie zabija - słysząc jakiś głos przestraszona szybko siadła na łóżku i zaczęłam się rozglądać dookoła - I co się tak patrzysz jak ciele w malowane wrota - powiedział sarkastycznie głos. Po chwili dojrzałam w kącie pokoju jakiś cień. Z bijącym ze strachu sercem zaczęłam się do niego przybliżać. Kiedy stanęłam 2 kroki od niego zauważyłam, że jest to postać kobiety, która przy każdym ruchu się rozmazywała.
- Kim jesteś? - zapytałam drżącym głosem.
- Czy za każdym razem jak się spotkamy mam odpowiadać ci na to pytanie? - zapytała postać przechylając głowę w bok.
- Niee - wyszeptałam zaskoczona.
- A więc droga Shiro - zaczęłam patrząc na mnie - Mówię ci to po raz kolejny - dodała przewracając oczami - Nazywam się Saga i jestem, a raczej byłam kiedyś taka jak ty. Tak jakby byłam ja, potem ktoś tam i tak dalej i tak dalej, aż teraz jesteś ty.
- Że niby reinkarnacja?
- Właśnie - potwierdziła kiwając głową.
- To dlaczego cię widzę?
- Ponieważ jesteś jedną z czterech wybranych i twoją mocą jest widzenie i rozmowa ze zmarłymi - powiedziała kobieta, po czym zniknęła.
- Zaczekaj - krzyknęłam za nią, ale jej już nie było. Z jeszcze większym zamętem w myślach siadłam na łóżku i przykrywając twarz poduszką zaczęłam szlochać.
- Ale to jest popieprzone - szepnęłam jeszcze.
***
- Marco, Marco wstawaj wreszcie - wkurzona po raz kolejny szturchnąłem kuzyna w ramię - Jak zaraz nie wstaniesz to własnoręcznie cię wykastruje - krzyknąłem rzucając w niego poduszką.
- Wymalujesz? Nie nie potrzeba - całkowicie zaspany siadł na łóżku i przetarł zaspane oczy - A tak w ogóle to gdzie ja jestem?
- W domu, a gdzie indziej masz być? - zapytałem sarkastycznie.
- No, bo może uznasz mnie za wariata - szepnął zaczerwieniony - Ale w nocy tak jakby na chwilę przeniosłem się do Tokio.
- To był sen - powiedziałem tylko i przewracając oczami zacząłem szykować się na wyjście z domu.
- Możliwe - szepnął jeszcze drapiąc się w kark.
- Nie możliwe tylko prawdziwe.
***
- Mama? - patrząc zaskoczona na kobietę która mnie urodziła stałam w drzwiach i nie wiedziałam co robić. Czy zamknąć drzwi przed nosem czy ją wpuścić.
- No chyba nie ciotka Cecylia - powiedziała sarkastycznie i odsuwając mnie delikatnie w bok weszła do mieszkania.
- Ale co ty tu robisz? - budząc się z zaskoczenia zamknęłam drzwi i ruszyłam za nią do salonu.
- Jak to co inspekcja - powiedziała radośnie siadając na kanapie - A poza tym coś czuję, że się tutaj przydam.
- To ja herbatę zaparzę - odparłam jeszcze i umykając do kuchni, oparłam się rękami o blat i zamknęłam oczy. Dzisiaj po raz kolejny oglądałam jakąś wizję i to nie za ciekawą, ponieważ jedna z postaci ubranych na złoto ginęła od ciosu nożem.
- Boże dopomóż - szepnęłam jeszcze stawiając czajnik na gaz.
***
- Wiedźmo obudź się - słysząc głos swojego prześladowcy, zakapturzona postać uśmiechnęła się szeroko.
- Nie śpię - wysyczała siadając na łóżku - Czego chcesz? - zapytała już weselszym tonem.
- Tego co zawsze informacji - łapiąc ją za brodę zajrzał jej głęboko w oczy.
- Tu się niczego nie dowiesz - zaśmiała się - Możesz się tylko dowiedzieć tego, że cała czwórka się wybudziła - widząc szok na twarzy prześladowcy wybuchnęła śmiechem.


PRZEPRASZAM, ŻE KRÓTKO I DŁUGO CZEKALIŚCIE, ALE CHWILO CIERPIĘ NA BRAK CZASU I MAM ZERO CHĘCI DO ŻYCIA, KIEDY COŚ SIĘ ZMIENI DOWIECIE SIĘ O TYM PIERWSI. ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ NADAL, ALE NIE WIEM JESZCZE KIEDY. DO NASTĘPNEGO ;*

środa, 8 stycznia 2014

{4}

Trzymając się za nos, schyliła się nad kartkami i zaczęła rozwiązywać test. Nie umiejąc jednak za bardzo się skupić z powodu piekielnego bólu głowy, bezradnie położyła obolałą czaszkę na blacie i próbowała się skupić. Nagle jej wzrok pociemniał, a całą salę ogarnął nagły wybuch światłości. Zdezorientowała patrzyła na sceny wymalowane przed jej oczami.
- Kiedy krwawy księżyc przyjmie właściwą pozycję, powstaniemy - średniej wysokości mężczyzna w czarnej szacie zakrywającej całą jego postać, stał przed tłumem i przemawiał. Patrząc na wszystko z pogardą, dusił wybuch radości na samą myśl o zemście którą zaplanował już wieki temu. Czując jego nienawiść i otaczające go zło, powoli skuliła się w sobie. Nagle z tłumu jego wyznawców wyszła czwórka ludzi w złotych szatach. od tych niewinnych ludzi biło nieposkromione dobro i miłość. Bez strachu podeszli do złego mężczyzny. Jedna z nich wysunęła się do przodu i bez cienia strachu zsunęła czarny kaptur, który ukazał twarz tego człowieka. Twarz której się nie zapomina. Szerokie czoło, wystające kości policzkowe i te ukośne oczy. Jedno fioletowe, a drugie złoto-zielone. Jednak te oczy zapamiętała najbardziej. pełne okrucieństwa i zła.
Otwierając szeroko oczy, szybko złapała za kartkę i zaczęła szkicować. Nawet się nie zdziwiła, kiedy umazane długopisem ręce, podniosły do góry kartkę z idealnym portretem mężczyzny, którego przed chwilą ujrzała.
- A ty już napisałaś test? - słysząc pytanie z ust pani profesor uśmiechnęła się szeroko.
- Już prawię kończę - skłamała, ale to przyniosło udany efekt, ponieważ łatwowierna nauczycielka, nie patrząc nawet na pustą kartkę dziewczyny, udała się na drugi koniec auli. Chowając portret do kieszeni, szybko zaczęła rozwiązywać test. W mgnieniu oka wypełniła wszystkie kratki i w pośpiechu oddała arkusz tekstowy egzaminatorowi.
- Lista będzie wywieszona za 2 dni o 12 - poinformował ją jeszcze po czym pozwolił opuścić salę. W pośpiechu młoda kobieta wyszła z uczelni i od razu skierowała się szybko w stronę swojego mieszkania. W tym pośpiechu nawet nie zauważyła chłopaka, który stał po drugiej stronie ulicy i śledził każdy jej ruch.

OCZAMI DOMINIKA
Stojąc przed uczelnią, zastanawiałem się czy dobrze robię. Nie będąc pewny na 100%, z drżącym sercem z niepokoju wszedłem do środka i skierowałem się w sekretariatu. Wahając się powoli zapukałem do pomieszczenia i słysząc upragnione "proszę", na drżących nogach wszedłem do środka, gdzie siedziała siwowłosa kobieta koło 60.
- Dzień dobry - przywitałem się grzecznie i siadłem na wcześniej mi pokazanym krześle.
- Witaj kochaneczku, co cię do mnie sprowadza?
- Chciałbym się zapisać na studia medyczne - odpowiedziałem i poczułem, że to właśnie chcę robić w przyszłości. Pomagać innym.
- A masz wyniki testu maturalnego?
- Mam - podając jej odpowiednie dokumenty, przygryzłem nerwowo wargę.
- Yhym - kartkując je, zaczęła coś czytać - Dobrze, nie widzę przeciw wskazać, ale dla upewnienia się jeszcze dam je do przejrzenia dyrektorowi, więc przyjdź za 2 dni o 12, wtedy się dowiesz czy się dostałeś czy nie - powiedziała z uśmiechem który od razu odwzajemniłem.
- Dziękuje i do widzenia.
- Do widzenia.
Wychodząc z gabinetu poczułem wielką ulgę oraz radość. W końcu wiem co chcę w życiu robić. Nucąc pod nosem jakąś melodię, ruszyłem przed siebie. Nagle zauważyłem, że jakaś kobieta osunęła się na ziemię. Nie wahając się szybko do niej podszedłem i zacząłem badać. Raptownie otworzyła oczy i patrząc na mnie, uśmiechnęła się i zaczęła mówić.
- Krwawy księżyc już niedługo, więc radzę zająć się swoimi sprawami szybciej, bo śmierć zbliża się wielkimi krokami - patrząc w jej szare, przezroczyste oczy, poczułem lęk niepokoju, po czym odchodząc od kobiety, ruszyłem biegiem w stronę mieszkania.

- Dominik, Dominik - słysząc głosy zbliżających się do niego osób, młody mężczyzna podniósł się z klęczek i załzawionymi oczami spojrzał w stronę swoich bliskich. - Dominik powiedz proszę, że widziałeś Villemo.
- Widziałem się z nią dzisiaj - powiedział chłopak uśmiechając się gorzko.
- Ale kiedy? - patrząc w zaniepokojone zielone oczy matki dziewczyny, chłopak wytężył umysł i zaczął myśleć nad odpowiedzią.
- Nie wiem może jakąś godzinę temu, albo dwie.
- Czyli to prawda - szepnęła kobieta, a po jej okrągłym policzku spłynęła przezroczysta łza.
- Jaka prawda?
- Służba właśnie powiadomiła mnie i Kaleba, że nasza córeczka wpadła dwie godziny temu do domu i zabierając kilka rzeczy wymknęła się przez okno - patrząc jak do kobiety podchodzi wysoki i rozbudowany mężczyzna ze łzami w oczach i przytula ją na pocieszenie, poczuł jeszcze większy smak goryczy w ustach.
- Może wyszła spotkać się z biednymi jak to robiła ostatnio - powiedział chłopak.
- Nigdy nie zabierała na te spotkanie swojego konia - wyszeptała kobieta. Chłopak, do którego dopiero co dotarła cała prawda opadł bezwiednie na kolana i schował twarz w dłoniach.
- To moja wina - wyszeptał i spojrzał w czysto niebieskie niebo, gdzie nie było żadnej chmurki.

Jadąc na koniu dziewczyna próbowała wyrzucić ze swojej głowy, wszystkie raniące słowa, które wypowiedział jej ukochany. Czując jednak nieprzyjemny opór, coraz to bardziej poganiała konia, który oddalał się od rodzinnych stron zostawiając wszystko za sobą.
- Jak nie mogę być z tobą, to nie będę z nikim - wyszeptała i jeszcze bardziej pogoniła konia.
***
- Wstań - słysząc rozkazujący głos swojego oprawcy, bezsił wstała i czując zawroty głowy przytrzymała się stołu. - I gdzie ta twoja wielka potęga? - zaśmiał się mężczyzna - I ty niby byłaś kiedykolwiek dla mnie zagrożeniem? Dobre żarty - śmiejąc się opuścił więzienną cele, zostawiając jednak talerz z jedzeniem i miskę z ciepłą wodą.
- Poczekaj aż odbuduje siły - wysyczała zła - Wtedy razem z wybrańcami dopadnę cię i zniszczę raz na zawsze - ściągając z głowy kaptur pochyliła się nad misą z wodą - Jak widać moc nadal mnie znaczy - wyszeptała z uśmiechem, na widok odbicia które ukazywało przepiękną kobietę o ciemnych lokach. Jednak rysą na tym ideale, były nienaturalne zielono-żółte wręcz kocie oczy, które oznaczały dziedzictwo zła, ale i dobra sprzed wieków.
- Zabiję cię, a moja siostra mi pomoże - nie hamując dłużej radości wybuchnęła radosnym śmiechem - Moc już się w niej obudziła, a niedługo obudzi się i w reszcie....